Thursday, May 21, 2015

W drodze na kanary.

  Witam znów po długiej przerwie. Czuje sie dość nierealnie, jakbym utkneła w pętli czasu gdyż moj ostatni wpis konczy sie przed wjazdem do Portugali i tu 5 miesiecy pozniej My w okrojonej załodze z Tomkiem i Elfikiem znow, przemierzamy tę samą trasę innym autem by dotrzec do Żolwika w Portugalii .Mielismy tylko zgarnąć nasze rzeczy i podążac nowym (starym) pojazdem  na południe Hiszpani...Huelvy skąd odplywaja promy na Wyspy Kanaryjskie .I tak w  owym "tylko" podryfowalo nasze tu i teraz a my razem z nim .Wszechswiat dwa razy sprowadzal nas na ziemie gdy zepsolo sie auto, raz we Francji (moi bracia Zbyszek i Piotrek scholowali nas do Belgi i pozniej do Holandii gdzie czekalismy dwa tygodnie na naprawe) a ostatecznie w Portugalii (gdzie po przeladowaniu naszych rzeczy z kampera bylismy zaladowani po dach i tym razem steve uratował nas przyjeżdżając Żolwikiem by dokonac kolejnej przeprowadzki).
   Wróce do miejsca  gdzie skonczylam ostatni wpis, jestesmy w Portugalii i jest Grudzień wiec zblizaja sie Swieta Bożego  Narodzenia.Chcielismy odwiedzic po drodze Tiago i........rodzine, ktora Ralf poznal w Indiach. Okolice zapieraly dech w piersiach obdarowywaly w tworcze mysli, ktore przeradzaly sie w dzialanie, wysokie klify muskane oceanem odprezaly ciala i umysly wiec nic nie zaklucalo wiadomosci z tych wazniejszych miejsc. Guma obdazal nas  magiczna muzyka cwiczac codziennie gre na diju ,po wielu dyskusjach, łzach zrozumienia odnalazlam Bumi na nowo  wedrujac wzdluz klifu w pelni ksiezyca  wyłysmy do ksieżyca. Tiago ku naszemu zdziwieniu odkładał spotkanie z dnia na dzień więc uznaliśmy iż to nieodpowiedni moment . Święta spędzilimy piekąc rybę i ciasto na ogniu ,dzielac sie podpłomykami gustujac wino  i żołądkową hihihii...cudownie i smakowicie upojeni świętujemy to jakimi cudownymi nauczycielami jesteśmy dla siebie,jak daleko zawędrowaliśmy razem.Rodzi się decyzja o rozdzieleniu się. Tomek,Bumi i Guma poleca do Polski na ceremonie z Żabką a Ja z Elfikiem i Kilianem na Teneryfę. W drodze odwiedza nas  Afgan to niesamowite jak od około czterech lat nasze drogi w jakiś tajemniczy sposób wciąż się krzyżują. Pojawił się rownież pomysł odwiedzenia Tamery  (jest to liczna więc dość zorganizowana grupa ,dysponująca szeroką gamą  wiedzy w zakresie samowystarczającego życia) jednak akurat w tym czasie nie przyjmują nikogo nowego.Zapoznaliśmy się z artykułem opisującym ich podejście do tematu "Wolnej Miłości" ,który członkowie Tamery próbują zgłębić. Muszę przyznać iż wiedza tam zawarta wniosła nowe światełko  w mój zwiazek z Tomkiem,poczułam iż odnalazłam brakujący element układanki.
  Postanawiamy  ruszyć bezpośrednio na przystanek" końcowy  czyli okolice Tabua ..Johanes i Daniela, pod ich skrzydłami zostawiamy Żółwika. Całą grupą jedziemy do Porto by tu oddzielnie ruszyć na nowe przygody. Powiadomiliśmy naszych przyjaciół o planach więc kiedy wylądowaliśmy na Teneryfie  Ralf z Mazi ,Kasia i Piotr byli już  tu od kilku dni ,nie udało nam się z nimi jednak skontaktować. Po wielu godzinach spędzonych na lotniskach (odwołali nasz lot a przesiadka okazała się czasowo niezbyt dopasowana do naszych możliwości )decydujemy się na noc w hostelu. Stawiam czoła moim strachom które od kilku lat paraliżują w krytycznych (dla mnie!)momentach moje ciało. Wiara we własne przeczucia, intuicję okazuje się lekarstwem więc postanawiam się jej trzymać podczas tej podróży. Prowadzi ona nas bezpośrednio na La Palmę i przez wielu cudnych  siostrzyczek i braciszków, uroczych miejsc ku eksplozji radości Rene,Magali i Nila bratnie dusze z Katalonii ,których mieliśmy okazję poznać w Ekwadorze (opiekowali się posiadłością na przeciwległej górze do naszej) na krótko przed ich powrotem do Hiszpanii. Tam gdzie mieszkają na wietrznej północy wyspy podczas spaceru odnajduję stary kamienny dom otulony dookoła kwitnącymi drzewami migdałowymi i ...........(kwiaty),   miejsce w którym po Ekwadorze znów zabiło mocniej moje serduszko,miejsce które dzień pózniej zaproponowali mi Rene i Magali jako możliwą opcję do zamieszkania. Właściciel godzi się , jakże mógłby oprzeć  się argumentom Magali ? Jakieś 15 minut spaceru dzieli nas od czterech (jak na razie) cudownych rodzin z dziećmi w różnym wieku. Trudno było zaakceptoać fakt iż woda na wyspie płynie rurami, duże zmieniaja się w mniejsze i wiją się niczym tysiące węży wypełzających ze skalnych zbiorników. Podczas tych kilku lat podróży doświadczyłam sama jak coraz trudniej o czystą nie zanieczyszczoną żadnymi chemikaliami wodę .Dziwnym jest uczucie nie posiadania w okolicy rzeki,jeziora , strumyków (stało się tak poprzez uwięzienie wody owych rurach) ale z drugiej strony mamy wodę której nikt po drodze nie zdewastuje...? Zostałam na La Palmie prawie dwa miesiące. W czasie kiedy Tomek ,Guma i Bumi przyjechali na dwa tygodnie Kilian wyruszał na swą samotną podróż do Angli a póżniej prawdopodobnie do Indii.  Gdy Kambo team wyruszył na turne Niemcy-Holandia-Polska, Ja zostałam z Elfikiem ponad tydzień  by po czasie dołączyć do reszty w Kraju. Był to okres odkrywałania siebie na nowo, wzmacniając tą dziką kobietę, która wciąż się ukrywa za etykietką "Matki Polki"czyli zadowolić wszystkich dookoła  oprócz siebie ,mamą taką zostałam długo przed narodzinami  mojego brzdąca w wieku kiedy jeszcze sama byłam dzieckiem.Teraz uczymy się od siebie ale to czasami za mało i w takich momentach jak ten kiedy zjawiłam się w Polsce spotykam wiele silnych i kreatywnych  matek, dziela one te same  doświadczenia.Dzięki jednej z nich w moje ręce trafiają książki, które pomagają zrozumieć świat w jakim porusza się Elfik, jak mogę pomóc jemu i mnie nauczyć się bezwarunkowej miłośc,nadrabiamy zaległościi.Polecam i  o dziwo nie istotne czy jesteście rodzicami czy nie!!!!!...A.Kohn"Wychowanie bez nagród i kar",J.Jull"Agresja nowe tabu" i "nie z miłości".
Droga"powrotna"
     Trudno mi odnależć moment w którym się troszeczkę z Tomkiem zapędziliśmy?Tak jakbyśmy przez chwilę żyli dla misji :kupno auta (na cele powiększającej się osady,targ  raz w tygodniu w miejscowości 20 kilometrów dalej ),załadowanie starych i nowych gratów i ....dotarcie na La Palmę!!Podjęliśmy decyzje...zeszło nam się,szkoda iż przed nami na wyspę dotarły cudowne duszyczki, które chciały dzielić z nami radość i magię  miejsca do którego wciąż jesteśmy w drodze  a właściwie teraz płyniemy .Dostajemy to czego potrzebujemy.....oj jak fascynujące są wybory, w jednym momencie wali  się mur na głowę by za chwilę ukazać Ci, że to tylko pyłek.Tak bolało a teraz ulatuje .Gdzie jest Kamienny Dom wokól którego latają  ptaki..... i kwitną migdały?To inna rzeczywistość .Teraz ganiam się z Elfikiem na pokładzie promu

.I CO SIĘ DZIWISZ???
Zdjecia już wkrótce. 

No comments:

Post a Comment