Saturday, June 3, 2017

Wracam do domu

               ''Powrót do Domu, domu, DOMU"
  Dzis przyśnił mi się sen w którym w błogiej otoczce przechadzających się po lące mieszkańców naszej wioseczki a byla ona porośnięta  kolorowmi kwiatami i bujną soczystą trawą obserwowałam śmierć dziecka naszych przyjaciół. Krzyk, ból, akceptacja to odczucia jakie odnotowałam. Kilka godzin po przebudzeniu przyszły inspiracje by Podzielić się z Wami jednym z ważnych rozdziałów mojego życia jakim była śmierć Juriana.
 Tą cudną i zagadkową Duszyczkę poznaliśmy jakieś 6 lat temu i od tamtego czasu krążył niczym satelita  namierzając nas czasami w różnych zakątkach świata. Kilka miesięcy temu odwiedził nas również na La Palmie, przed przyjazdem zrezygnował z pracy, mieszkania poszukiwał inspiracji na dalszą drogę życia.Okazało się iż jego ścieżka wiedzie dalej niż ktokolwiek mógłby się tego spodziewać.
 Nastał kolejny słoneczny dzień a wieczorem Jurian spytał o drogę do pobliskich jaskiń znajdujących się na zboczu wąwozu by podziwiać z tamtąd zachód słońca nad oceanem. Nie wrócił na noc, nieraz spaliśmy w tym miejscu więc pomyśleliśmy iż on również wpadł na ten pomysł. Następnego dnia po długich poszukiwaniach znależliśmy jego ciało w dole wąwozu. Przeznaczenie Juriego poruszyło wiele ukrytych lęków,bólów, strachów ukazując  wielką niegotowośc  na to doświadczenie jakim jest śmierć  jej oddech przed  którym odwracamy głowy dopuki nie stanie przed nami. Nasze ciała nie są nieśmiertelne. Moja lekcja przechodziła przez wiele stopni od  wewnętrznego rozdarcia, pytania Dlaczego kręcącego się w głowie niczym wskazówki zegara po akceptację. Poczułam się żywa jak nigdy przedtem, doceniając życie mocniej jego króchliwość i subtelność.
  Na tyle spotkań jakich doświadczyłam z Jurianem to było nadwyraz intensywne. Rozumiałam co mówi(nie zawsze jego przesłania były dla mnie czytelne...zdarzało mu się błądzić w głowie), pamiętam każdy najmniejszy detal, gest. Podzielił się spokojem, ufnością wewnątrz i trzeżwością patrzenia na rzeczywistość również  tym by skupić się na tym gdzie podążamy by inne rzeczy nas nie odciągały od  celu. Czy ty wiedziałeś gdzie podążasz przyjacielu?
 Każdy z nas dookoła przeżywał swój wewnętrzny dramat. W pewnym momencie znalazłam się w przestrzeni pogrążającej się w rozpaczy Istoty,  wiedziałam iż nie nad Jurim lecz nad własnym życiem. Ujrzałam jak kolejne osoby jedna po drugiej zawijają się do środka niczym zarodki paproci i podłączają pod tą energię.Wówczas przyszła do mnie mądrość jednego z moich przyjaciół i z miłością i szacunkiem do procesów innych z radosnym sercem wiedziałam iż nie chcę tam wchodzić, to nie moje i wyruszyłam na spacer. Dotarłam do krzewu dzikiej róży owocującej w tym czasie i posiliłam się. Nie czułam smutku a radość, czułam  Juriana, którego nie było ciałem był wszystkim dokoła. Widziałam rozpacz utraty syna, brata, przyjaciela z którym związanych jest tyle historii kazdego z osobna, z Współistnienia i Wspoltworzenia. Ojciec i Siostry Juriego przyjechali by się spotkać  z miejscem gdzie odszedł , miejscem gdzie spędził ostatnie dni swojego życia i ludzmi którzy dzielili ten czas. Widziałam i i słyszałam od nich jak wiele spokoju to dla nich przyniosło. Odnależliśmy coś fascynującego w naszych wspólnych opowieściach. W wieczór dnia gdy znależliśmy Juriego wracałam z Leftherim z miejsca gdzie straż pożarna , pogotowie i cały tłum zgromadzonych oczekiwał na wyciągnięcie ciała z kanionu. Łzy popłynęły mi po policzkach i trudno mi było odpowiedać na pytania mojego syna o reflektory, sprzęt i inne techniczne detale które go fascynowały. Wówczas Leftheri powiedział mi "Mamo nie smuć się Juri powiedział mi iż jeśli ktokolwiek chce go zobaczyć to jest w kuli w moich rękach teraz...zobacz...śmieszy się".I widziałam go .Kilka dni póżniej gdy samolot z  rodziną naszego przyjaciela zbliżał się do lądowania na wyspie,  obserwowała przez okno przemieszczającą się kulę zmieniającą kolory.
· Dziękuję Juri za to co wniosłeś do mojego życia, za pytania, za terażniejszość nie odkładać nic na lepszy moment, żadne pitu ...pitu....!!!Obserwuję siebie jak się wacham ...odbieram sobie moc tworzenia.Tu moje pytanie Dlaczego...bzdura...działaj.Przecież Żyjesz..możesz Wszystko!!
" Jestem jak nigdy przedtem  tak bardzo, że mnie nie ma "

Ps. Kocham pisanie...czuję jak wyrażam siebie w ten sposób ....zaniedbywałam się więc ...teraz czuję jak wracam do DOMU. Kocham Was !!Marietta
Jurian

Saturday, September 10, 2016

Przelamujac fale

Z prawie rocznym opóżnieniem...cała Ja.....!!!
   W naszych żyłach płynie cygańska krew więc znów  ruszamy przed siebie,dobrze jest nabrac dystansu do miejsca w którym zdazyliśmy zapuścić korzonki wielu roślinekom . Czym jest rzeczywistość w,  ktorej przebywam? Podróż przez Polskę, Holandię i Belgię to odwiedzanie innych wymiarów, sprawdzenie gdzie tak naprawdę jestem, czuję się niczym dziecko odkrywające tajemniczy świat, nowe  świeze spojrzenie.
     Przemierzając drogę z plecakami doświadczamy nowych lekcji z Leftherim związanymi z respektowaniem przestrzeni innych ludzi. Elfik odbija Mnie i moje cienie, konflikty związane z moim czuciem innych ludzi gdzie zazwyczaj robię uniki by stworzyć odpowiednio komfortową atmosferę w miejscach przyjaciół nas goszczących. Lecz nie z moim synem takie sztuczki, jak tylko próbowałam go przygłaskać, uspokoić, tłumaczyć by uważał na przedmioty w domach gdy czułam napięcie od domowników  on robił zupełnie na odwrót. Przyciskał mnie do muru by wycisnąć resztki strachów, odpuść Mamo albo" Mamo czy ty wiesz co ty robisz?", bądz sobą,  nie myśl racjonalnie(czy powinnam..a może nie...może tego nie dotykać...  a może....?),  więcej i więcej  ufności, wszystko ma sens, większe znaczenie z którego ja mogę nie zdawać sobie sprawy.I tak z każdą nową przestrzenią czułam się coraz to bardziej komfortowo, obserwowałam siebie  i innych. Doświdczałam  iż mogę być wszędzie i nigdzie, opiekować się innymi i być pod opiką. Dzięki temu poznałam wielu cudownych ludzi, nauczycieli życia, celebrowałam z nimi istnienie, wymieniałam się doświadczeniami.  Dla Elfika każdy dom w czasie naszej tułaczki był naszym domem do tego stopnia iż w jednym z nich oświadczył podczas urodzinowego przyjęcia  cudownego człowieka, który nas gościł iż"Jeśli nie włączą mu muzyki to On nie życzy sobie tych ludzi(gości)w jego domu".  Ileż śmiechu mieliśmy z powagi tej wypowiedzi. Wiele osób nas goszcząca była sama zdziwiona ile zabawek posiada w domu,z zakurzonych piwnic powracały zapomniane pluszaki, resorówki w które Elfik na nowo tchnął życie.
  Odwiedzając rodzinę  dokonaliśmy kolejnych kroków by pogłębić nasze relacje. Jestem tak wdzięczna moim rodzicom za to czego doświadczam. Topornie mi to szło lecz w końcu pojęłam co ograniczało mój kontakt z mamą. Tak wiele chciałam jej przekazać przez ostatnie lata,  tyloma rzeczami się podzielić lecz nie byłam w gotowa zaakceptować Jej wyborów, uszanować jej decyzji. Jak skruszone dzieco   z łzami wdzięczności, akceptacją wracam w objęcia Matki. Kocham Cię, teraz czuję się  bardziej wolna od negatywnych myśli, bzdórnych historii w mojej głowie. Długo brodziłam po bagnach tej relacji, teraz latam po łące a moja Mama stoi za sztalugami...spełnione .
Jedna z duszyczek na mojej drodze zainspirowała mnie zdjęciem swoich pradziadków, patrząc na nie zrozumiałam  iż tego chcę od spotkania z moimi dziadkami...oglądać stare, stare zdjęcia i słuchać równie starych opowieści.Nie zdawałam sobie sprawy jak wielki we mnie był głud wiedzy o swych korzeniach by spojrzeć w  oczy swoim przodkom,  poczuć głębię....dziękuję Babciu i Dziadku za tą możliwość za to wyjątkowe dla mne spotkanie!
  Po długiej, długiej przerwie a dla Elfika po raz pierwszy doświadczyliśmy jeden dzień śniegu!!Dzień obsypany magią..puszysty..biały..mięciutki  puch,  przyjaciele, spacer po  lesie i jeziorko, jazda na sankach, lepienie bałwana, aniołki, śmiech..radość!
W dwa tygodnie przed odlotem były zamachy na lotnisko  w Belgii z którego mieliśmy odlecieć i przekierowali nas na.....Przed wejściem osobiste "obmacywanie' i o ironio nie wykryła pani tego co wykrył trzeci raz z rzędu skan  sprawdzający moją torebkę na biodra( nie używałam jej w Polsce ), nóż i scyzoryk. Upsss, Pan spojrzał z dozą powątpiewania matka z dzieckiem a w kieszeni dwa ostre przedmioty..zabronione!!! Przykra strata, dwa piękne narzędzia z których robiłam użytek na codzień na La Palmie. Cóż
   Powrót przyniósł wiele nieoczekiwanych emocji. Leftheri zaraz jak wylądowaliśmy zażądał powrotu do taty a w autobusie do domu popadł w nostalgiczny płacz a Ja wraz z nim. Następnego dnia łzy popłynęły znów po moich policzkach tym razem ze szczęścia podczas Gajofy(naszych cotygodniowych spotkań,
kiedy to pracujem w jednym z domów póżniej jemy przygotowane przez nas smakołyki, rozmawiamy, śpiewamy, gramy)z wdzięczności iż doświadczam takiego Raju. Zajęło mi trochę czasu zestrojenie się z otoczeniem. Tak wiele okazało się jest do przerobienia z dwóch miesięcy podróż.  Tutaj jest dużo przestrzeni na to by przetrawić energetyczne pożywienie nie tak jak w świecie zatłoczonych miast gdzie jesteś bombardowany cały dzień przez telewizje nawet te za ścianą, zakupy, telefony, internet itd., itp. Jak pozostać w harmonii z własnym wnętrzem gdy tylu ludzi dookoła i każdy z własnym światem,emanującym różnorakimi energiami...Podziwiam was moi współtowarzysze podróży. Tak jak  teraz po dwóch miesiącach bez Tomka głęboki ukłon  i szacunek samotnym matkom.
        Teraz wiem dlaczego mam syna, dotarłam  dzięki niemu do tej męskiej cząstki mnie. Okazało się iż nie potrafię stanowczo z otwartym serduszkiem powiedzieć Nie, zadbać o swoje potrzeby i podzielić się z innymi . Wiązało się to dla mnie z negatywnymi emocjami, złością, gniewem, rozgoryczeniem iż zostałam zmuszona do działania przed którym sprytnie się znów chciałam schować. Trudne to było o tyle iż przyjmowałam role Matki i Ojca jednocześnie...takie warsztaty sobie zoorganizowałam. Nigdy nie byłam w relacji gdzie latają talerze a w tym czasie Elfik kila puścił w powietrze by rozbić moje iluzje iż mnie to nie dotyczy. To wygląda tak jak moje oswajanie się z oceanem po mocnych przejściach gdy rok temu fale targały mną i  poczułam iz mogę nidopłynąć do brzegu. Zamiast omijając, uciekać przed falami, najbezpieczniej jest dać nura przez nie. A ja bałam się zanurzać głowę,nurkować a puściłam się w głąb morza na ogromne fale. Po odnalezieniu tego co dzieje się w moim wnętrzu i zaakceptowaniu  jak pozwoliłam tłumionym długo uczuciom wypłynąć na powierzchnię  równolegle uczę się także wody. Z szacunkiem, wiarą w swoje siły, miłością do żywiołu jakim jest Ocean wracam by się w nim zanurzyć. Obserwuję cykle przypływów i odpływów tak jak własnyćh emocji. Jakże płynne , przyjemne jest i kosztujące mniej energii zanurkowanie w falę w przeciwieństwie do stawiania oporu- syndrom pralki gdzie jest się targanym a po wypłynięciu oddech i znów kocioł pod wodą. Dziękuję Wszystkim Istotom W Tym Oceanie Życia, Za Każdą Lekcję Którą W Nim Doświadczam!Dziękuję Iż Mogę Się Tymi Lekcjami  z Wami Dzielić!!
  Teraz  jest wrzesień czas przygotowań na porę deszczową, uszczelniania otwartych przestrzeni przed wiatrami, zapasy suchego drzewa, zbieranie i suszenie ziół i owoców(figi, owoce opuncji, dzikiej róży,migdały), nowe sadzonki  w młodziaku. Czas refleksji po letnich doświadczeniach: pożar na wyspie - byliśmy w momencie żegnania się z naszym miejscem, problemy z wodą  podczas których część naszych ogrodów uschła, momenty  które zmusiły wielu z nas do poprawy komunikacji, do określenia się i tu Tomek brał czynny udział w negocjacjach . Wiele się zmienia, jedni ludzie wyjeżdżają inni przybywają, więcej zwierząt, samochodów...Urzeczywistniają się wizje miejsca spotkań dla dzieci a także na secjalne okazje dla  dorosłych tak jak męskie i kobiece kręgi, jest to  tip i zostanie wzniesione na dniach  jakieś 30 min pieszo od nas.  Obserwując miejsce, Siebie samych i ludzi nas odwiedzających uświadomiliśmy sobie z Tomkiem iż potrzebujemy wizji Miejsca w którym żyjemy i w ten sposób powstał list, który załączam na blogu.Tak wiele się dzieje dookoła i wewnątrz mnie, radości i chwil zwątpienia, pustki która przemienia się w obfitość.
 Z kampera wyciągnęłam maszynę do szycia, to nowe doświadczenie dla mnie a jakże znajome  i  po kilku dniach z pomocą Tomka i momentami utraty cierpliwości wypływają z mych rąk nowe materiały, które czynią nasz dom bardziej praktycznym i przytulnym.Dzisiaj w trójkę z materiałów które znależliśmy wstawiliśmy drzwi do kuchni,Elfik przecierał ze mną deski papierem ściernym, trzymał stare okno z którego Tomek wykręcał zawiasy by je ponownie użyć. Potem upiekliśmy ziemniaczki w piecu  a po nich bułeczki  przenne bespośrednio na cegłach i  cynamonowe drożdzówki. Za miesiąc Tomek leci do Polski zalewany falą maili stęsknionych kambowiczów, Elfik marzy o śniegu i prawdopodobnie dołączymy do Taty w Grudniu  tymczasem plączę supełki na sznureczkach tworząc magiczną biżuterię.














Tuesday, January 26, 2016

Rodzina Los Lomitos sie powieksza

                                   Los  Lomitos rodzina się powiększa
    Nastał czas odwiedzin.Tuż przed wyjazdem Tomka do Polski gdzie powiększał swoje doświadczenie w pracy z żabką,przyjechała do nas Miriam jedna z moich rodzonych sióstr.  Wraz z nią zjawiły się moje nieodrobione lekcje związane mocno z moją mamą , czyli akceptowania każdego jakim jest i jego wyborów, dzieleniem się swoją wiedzą bez  jakichkolwiek oczekiwaliń.  Jak to powiedział jeden nauczyciel  "Jeśli myślisz, że jesteś oświecony, jedz i spotkaj się ze swoją rodziną" hihi. Nie moge zmienic nikogo wiem a jednak czasami z  bliskimi wlacza mi sie zeby kogos ratowac, co za bzdura. Rodzina tym razem przyjechała do mnie. Zeszło mi się troszeczkę by zrozumieć i odnalezć na nowo więż z moją 20 letnią Siostrzyczką a jakże wiele mi to przyniosło i wiem iż dla niej również. Jestem pełna podziwu Jej odwagi do zmiany otoczenia. Od zatłoczonych ulic,ludzi którzy boją się patrzeć w oczy , domu pełnego elektrycznych maszyn i mamy ,która poda wszystko na tacy, do miejsca ciszy,prostoty życia czyli pelna samoobsluga i ludzi,którzy witają Cię w szczerych objęciach.Dużo zmian jak na jeden raz.W międzyczasie dojechały również Ula i Monia nasze przyjaciółki z Hagi.Cudowny czas wartościowych kobiecych kręgów w matczynym języku,wsparcia i wspolnego tworzenia. .Od jakiegoś czasu moim ulubionym powiedzeniem stałoa się "Kolejny dzień w Raju".Podczas babskiej wyprawy w okolicy do naturalnych basenów nad oceanem,nieoczekiwanie przyszła fala ,która przykryła miejsce w którym wylegiwałam się z Ulą i Elfikiem.Tysiące bąbelków w ułamkach sekundy wystarczyły bym wydała ze swego wnętrza rozdzierający powietrze okrzyk.Po chwili Ula wydobyła Elfa z wody,który ze spokojem oświadczył iż jest już dorosły gdyż miał głowę pod wodą.Mój nauczyciel.Konfrontacjia z możliwością utraty ukochanej osoby to kolejny brakujący element mojej układanki."Kolejny dzień w Raju"nabiera więcej pełni.
Moj maly przyjaciel Elfik pokazuje mi jak duzy wplyw na otoczenie maja moje uczucia i odwrotnie.Pewnego dnia rozpocza sie moj nowy rytual wieczornych spacerow.Wedruje po okolicy znajdujac miejsce gdzie patrzac na gwiazdy ,zaczelam rowniez dzieki temu studiowac mape nieba,wyspiewuje moje modlitwy,frustracje,wdziecznosc za obfitosc w moim zyciu.Od niedawna do tych wypraw dolaczyla  gitara.Eksplorujac dzwieki czuje jak dotykam rownoczesnie swego serca i calego wszechswiata,znikam w melodii i piesni mojej a nie mojej.Udalo mi sie zorganizowac pierwszy Kobiecy Krag w jaskini podczas zacmienia Babci Ksiezyc,po przerwie miesiac temu odbyl sie kolejny w Tipi Lui jednej z duszyczek z okolicy a  wkrotce nastepny w szalasie potow.Spotkania te staja sie czescia naszego zycia tutaj.
  W wiosce zjawiła się Portugalsko-Słowacka rodzina z czwórką dzieci od 10 do 16 lat i zoorganizowali pierwszy szałas potów.Połowa mieszkańców naszej wioseczki wzięła udział w ceremonii w pierwszej rundzie  wliczając również młodziaków nawet jednego z nowonarodzonych maluszków by połączyć się  razem z Matką Ziemią.Apropo  nowych członków społeczności to w ostatnich dwóch miesiącach urodziło się nam trzech chłopaków.Miałam ten zaszczyt by brać udział w narodzinach jednego z nich Altaja.Była to ceremonia podczas której  doświadczyłam esencji Kobiecości,od delikatności tańczącego motyla po dzikość i moc czarnej pantery.Wszystko to odbyło się w domu ,otoczeniu dwóch córek 2 i 3 latka ,partnera  w którego ręce przyszedł  na świat syn i dwóch innych przyjaciółek do pomocy przy dziewczynkach i Ja dla Niej.Dziękuję Ci Eli za to doświadczenie!
Po kilku dniach wyruszyłam na samotną wyprawę w góry i szłam trzy dni.Mijałam tak zróżnicowaną naturę iż momentami zdejmowałam buty by iść wolniej,zobaczyć więcej,poczuć pełniej.Jedną noc spędziłam wysoko w górach w jaskini na tyle dziko na ile sobie zażyczyłam ,na posłaniu z igieł z gorącymi kamieniami z ogniska w śpiworze.Kolejna w schronisku w towarzystwie innej wędrującej duszy,rozmawiając i patrząc na gwiezdziste niebo i chmury pod nami.Trzecia noc na plaży.Wszystko zmieniało się szybko a coś pozostawało niezmienne a wręcz bardziej przejrzyste wewnątrz..sila,moc....Esencja.
Dzięki tej Wyspie,energii Wulkanów,Oceanu ,Słońcu ,Wiatru ,Nocnego Nieba i wszelkich Istot ,które pojawiają się na mojej drodze ,smakuję tak wielu emocji z mego wnętrza.Coraz więcej i więcej ciekawych Istotek przewija się przez nasze miejsce.Bertham, bratnia dusza,którego spotkałam na szlaku(farmaceuta z Bawarii)owiedził nas i skorzystał z uzdrawiającej mocy Kambo.Niedawno trzyosobowa rodzina z Polski podczas wakacji na Teneryfie po obejrzeniu wywiadu z Tomkiem również wymieniła się z nami swoją  jakze piekna energią.Dookoła w wiosce rozbrzmiewają różne instrumenty,przejezdnych muzyków w tym również saksofon i akordeon.To rzeczywistość, która jeszcze nie tak dawno była marzeniem.Do tego mamy kuchnię z piecem rakietowym do gotowania i oddzielny do pieczenia chleba,zlew i blat do krojenia,wygodne miejsca do siedzenia pod dachem .Powoli standarty życia się zmieniają,dla wielu ludzi to śmieszne ale dla mnie to teraz prawdziwy Luksus!Kazdy pozostawia po sobie slad wewnatrz mnie i nie tylko ¨_roslinki w ogrodzie,odciski dloni na scianie a ostatnio nawet telefon wiec wkrotce bedziemy znow w zasiegu.
Tomek wrócił,podczas jego nieobecności odkryłam na nowo Siebie jako jednostkę,naturalnie ukazała mi się przestrzeń,której potrzebuję na codzień a której nie umiałam sobie wygospodarować.Przyjemnie jest znów razem działać,tworzyć i rozwijać  się czy to przez śmiech czy przez gniew umyslowego zgielku... Przyjacielu .Co za sila Byc.
Przed Świętami wyjechała Mazi,teraz jest w Polsce więc może się tam spotkamy gdyż zdecydowałam się dołączyć tym razem do Tomka i odwiedzić Krainę z której pochodzę.Całą rodzinką zjawimy się pod koniec Stycznia.Muszę przyznać iż na początku ogarnąl mnie delikatny strach przed opuszczeniem komfortowego jak by nie byolo  ,dla mnie miejsca,z dala od haosu cywilizacji.Jednak rownoczesnie poczulam multum mozliwosci,zmiany zawsze ida w parze z rozwojem,zaufac i plynac.Bardzo chce nauczyc sie jak w prostych warunkach lepic ceramike i roznych technik masazu.Takie sa moje intencje.Na nowo odkrywam swoje pasje,talenty, ktorymi moge sie dzielic .Do naszej bliskiej rodziny dolaczyla Kotka Jaga'dzikusek uczy nas  o balansowaniu z przestrzenia,jak daleko mozemy sie posunac,gdzie nam mozna a gdzie nie.Ufff.Lekcja za lekcja Kochani!!



Zdobycz Elfika na wyprawie z Tatusiem



             Śniadanko w Styczniowy poranek

                                  Jaga  ...nowa przyjaciółka ,dzielimy razem przestrzeń od jakiegoś czasu
Jedno z małych drzewek avocado
Dach Raviego

                                                Mielenie maku ...Święta!!

Festyn poświąteczny w Santo Domingo..wioseczka w okolicy






Mira z Los  Lomitos sprzedawała swoje łakocie ...wszystko na surowo
A  Ja wraz z Mirą promowałam swój pyszny,zdrowy napój Kombucha

       Nowy członek Los Lomitos Altai z ciocią Adrianą

                      Nowy członek Los Lomitos Cosmos z Rodzicami


 Pierwsza miłość Elfika


 Cosmos

                                                    polskie pomidorki rosną a siłę



                                                     Piec do pieczenia chleba a obok                                                                                    do gotowania

                                                        Blat w kuchni zaprojektowany i wykonany przez Raviego i udekorowany przez Mazi
 A tu powstaje część jadalna Kuchni