Monday, August 24, 2015

Viva La Palma

 Dotarliśmy na  naszą wyspę!To tak niesamowite uczucie jechać żółwikiem po tych krętych drogach.W Los Lomitos rodzina się powiększyła ,wszystko  wygląda zupełnie inaczej.Po drodze na górę odwiedzamy Mazi i Ralfa którzy pomagają zorganizować ogródek nowym  znajomym .Po tygodniu zjawiają się u nas i są tutaj po dziś dzień.Magalii Rene wpadli na pomysł Gajofy...?(raz w tygodniu spotykamy sie w innym domu i razem pracujemy nad projektem domownikow, przygotowujemy jedzonko ze wspolnych spizarni ,dzieci zapoznaja sie  ze soba i otoczemiem . Liczba ludzi na Gajofie sięga już czasami do okola 25 osób plus dzieci gdyż kilka rodzin z okolicznych wioseczek dołącza, się z entuzjazmem do wspólnych działań. Dosyć  cyklicznie spotykamy się by porozmawiać o komunikowaniu się z dziećmi (porozumienie bez przemocy,wychowanie bez kar i nagród, książki w języku hiszpańskim krążą dookoła), oczywiście coraz odkrywamy iż to my a nie dzieci mamy trudności z tym związane...hhihihii ..one są tylko przejrzystymi lustrami dla nas czyli "dorosłych"!! W pełni Księżyca spotykamy się by uzupełnić nasz kalendarz , czyli wspólne działania,wyprawy by póżniej zjeść razem kolacyjkę ,pośpiewać i pograć ku czci Babci Księżyc.
Niedługo po naszym przyjeżdzie na wyspę w okolicy  odbył się festyn .Na piaszczystej drodze szła karawana (pierwszy wóz zaprzęgnięty w bawoły jak to było kiedyś a następne małe traktorki)z udekorowanymi kwiatami wozami z których odświętnie ubrani wyspiarze serwowali wina i tradycyjne potrawy. Za każdym z takich pojazdów orkiestra i więcej ludzików roznoszących łakocie w koszykach i trunki wśród tłumu rozweselonych twarzy.Podążaliśmy do końca gdzie znajdowała się scena z muzyką bardziej w stylu Disco a wokół więcej straganów z darmowym jedzonkiem i winem .
Przez długi okres na ustach każdego z nas krążył temat wody. Próbowaliśmy znależć rozwiązanie by doprowadzić żródlaną wodę do naszej osady.Po długich zmaganiach udało się !!!Zrobbiliśmy akcję mycia i malowania wapnem naszego zbiornika, przy okazji  szkolenie ze zjazdu na linie.
Benjamin i Elena zdecydowali się przeznaczyć swoje auta do użytku całej wioseczki Los Lomitos  więc od tamtej pory jeżdzimy wspólnie na zakupy,wyprawy na plażę,zbieranie owocków i inne wyprawy. A dzieje się dużo,czasem aż trudno się zdecydować .Ostatnią pełnię księżyca spędziliśmy w Tijarafe  w domu Marka na Jam session gdzie w pewnym momencie z 15 muzyków  w tym 10 bębniarzy obdarowywało nas cudownymi dzwiękami,oczywiście moje nogi nie potrafiły się zatrzymać.
Wyspa sama w sobie przynosi wiele lekcji,wiatr który na początku doprowadzał mnie do szału poprostu wymiata zakurzone zakątki mojej duszy.Ralf i Mazi poszukują w okolicy miejsca na swoją oazę ,mieszkają w namiocie obok i razem kreujemy to miejsce.Ogród rozkwita ,poznajemy nowych ludzi oferujących to czego mają za dużo dzięki temu my potrzebujem mniej  z zewnątrz.
Mazi przywiozła ze sobą książkę Inny Segal"Sekretny język twojego ciała",jest to dla mnie odpowiedz na odczucia, które krążyły we mnie od jakiegoś czasu odnośnie chorób.Opisuje ona dosyć dokładnie jak nasze samopoczucie ,emocje wpływają na nasz stan fizyczny lub jak kto woli w jaki sposób nasze ciało sygnalizuje nam nasz stan emocjonalny.Coś niesamowitego,studiując przeszłość z tą książką przyszło tyle zrozumienia.W moje ręce trafiła również "13 pierwotnych Matek Klanowych"Jamie Sams o kobiecej energi z przekazów rdzennych mieszkańców Ameryki. Zainspirowała mnie do spędzenia 3 dni i dwóch nocy odosobnienia w jaskini. Śniłam gdy było jasno a w ciemnościach paliłam ognisko,śpiewałam,grałam,tworzyłam. Kolejne narzędzia na drodze do odkrywania Siebie wewnątrz i  we Wszechświecie.Lefteri pokazuje  mocno jak wlącza mi się kontrola. Chcecie wiedzieć jak działa nasz związek taki przykład:Od jakiegoś czasu Lefteri wyładowuje swoje frustracje rzucając rzeczami,czasami również w nas,więc próbujemy  mu tłumaczyć i pokazać różne techniki razem z Tomkiem i Mazi(takie jak krzyk,tuptanie,boksowanie w poduszkę itp.itd)Pewnego dnia przyszło do mnie jak to robią w jednym z plemion gdzies, .Mianowicie kopią dziurę w ziemi wkładają do niej głowę i krzyczą więc zademonstrowałam Elfikowi opowiedziałam jak niezdrowo jest także gromadzić w brzuszku .Po 15 minutach poprosiłam Tomka by miał oko na naszą pociechę gdyż czuję iż muszę iść wykopać sobie dziurę.Krzyk jaki się ze mnie wydobył  rozdzierał ziemię z dudnieniem,byłam zdziwiona jakie emocje wyszły z dzwigania frustracji moich i moich rodziców.To powinien być jeden z przedmiotów w szkole.Jakwyrażać swoje emocje,jak je ukierunkować.Poczułam jak ziemia przyjęła to co uwolniłam i wyraziłam moją wdzięczność.
.Dziękuję za każdą lekcję od każdej istoty...apropo mamy kotka oczywiście czarny.Patrzę i widzę codziennie Urodzaj .Kocham was !!!
"Kiedy uzdrawiamy siebie,inni zostają uzdrowieni.Kiedy karmimy swoje marzenia,umożliwiamy,aby narodziły się marzenia ludzkości"
"Kiedy szanujemy swoje ciała,swoje zdrowie i swoje potrzeby emocjonalne,robimy przestrzeń dla urzeczywistnienia się naszych marzeń.Kiedy mówimy prawdę z naszych uzdrowionych serc,pozwalamy,aby bogactwo i obfitość życia były stale obecne na naszej Planecie Matce"

"Życie i Równość po Wieczność"













  We got to the Island,  the adventure with the breaking car( ones in France second in Portugal).  tought me a lesson,  even few, one is I do not need to own a car, don not buy car in Poland and that Pajero means in spanish a wanker. So we left it on the side of the road in Portugal and went further on with old  good turtle.
 With a very sad heart I wrote to Yves in Ecuador that we are not planning to come there any time soon,  what my family needs now is what we found on the Island of La Palma.  There is  finally many familieas with a similar vision what is the world we want to create for our children.  I was not aware it brings many new chalanges, it was easier to keep Elfi on top of the mountain alone, but we did not choose this life to have it easier, but to have as many as possible oportunities to look on ourself from different perspective.
 Energy on the Island is strong , it is basicly a volcano in the middle of the ocean. This time we are not really trying to call for more people, I think I have learned that the ones who really want will find us.
 We were lucky enough to find a piece of land with an old house wchich for 40 years was forgotten, another good lesson for me, we meet a lot of people searching to buy a land, to finally start , planting , living, growing,   We do not wait, owner alowed us to take care and i do not need a piece of paper to  not be afraid that i want see a fruit from  the tree I plant , earth is here to be taken care for and again I will try my best to work with all my heart.
Family is growing and Ralph i Mazi are looking for a house for winter, canarian winter ; ). Yesterday I pikled some cucumbres (małosolne) we have also pumpkins,  watermelons and salad everyday from a garden, tomatoes and many more on the way. Rest you can see on the photos,working hard busy like always  love to you and all beings Tomasz



































Thursday, May 21, 2015

W drodze na kanary.

  Witam znów po długiej przerwie. Czuje sie dość nierealnie, jakbym utkneła w pętli czasu gdyż moj ostatni wpis konczy sie przed wjazdem do Portugali i tu 5 miesiecy pozniej My w okrojonej załodze z Tomkiem i Elfikiem znow, przemierzamy tę samą trasę innym autem by dotrzec do Żolwika w Portugalii .Mielismy tylko zgarnąć nasze rzeczy i podążac nowym (starym) pojazdem  na południe Hiszpani...Huelvy skąd odplywaja promy na Wyspy Kanaryjskie .I tak w  owym "tylko" podryfowalo nasze tu i teraz a my razem z nim .Wszechswiat dwa razy sprowadzal nas na ziemie gdy zepsolo sie auto, raz we Francji (moi bracia Zbyszek i Piotrek scholowali nas do Belgi i pozniej do Holandii gdzie czekalismy dwa tygodnie na naprawe) a ostatecznie w Portugalii (gdzie po przeladowaniu naszych rzeczy z kampera bylismy zaladowani po dach i tym razem steve uratował nas przyjeżdżając Żolwikiem by dokonac kolejnej przeprowadzki).
   Wróce do miejsca  gdzie skonczylam ostatni wpis, jestesmy w Portugalii i jest Grudzień wiec zblizaja sie Swieta Bożego  Narodzenia.Chcielismy odwiedzic po drodze Tiago i........rodzine, ktora Ralf poznal w Indiach. Okolice zapieraly dech w piersiach obdarowywaly w tworcze mysli, ktore przeradzaly sie w dzialanie, wysokie klify muskane oceanem odprezaly ciala i umysly wiec nic nie zaklucalo wiadomosci z tych wazniejszych miejsc. Guma obdazal nas  magiczna muzyka cwiczac codziennie gre na diju ,po wielu dyskusjach, łzach zrozumienia odnalazlam Bumi na nowo  wedrujac wzdluz klifu w pelni ksiezyca  wyłysmy do ksieżyca. Tiago ku naszemu zdziwieniu odkładał spotkanie z dnia na dzień więc uznaliśmy iż to nieodpowiedni moment . Święta spędzilimy piekąc rybę i ciasto na ogniu ,dzielac sie podpłomykami gustujac wino  i żołądkową hihihii...cudownie i smakowicie upojeni świętujemy to jakimi cudownymi nauczycielami jesteśmy dla siebie,jak daleko zawędrowaliśmy razem.Rodzi się decyzja o rozdzieleniu się. Tomek,Bumi i Guma poleca do Polski na ceremonie z Żabką a Ja z Elfikiem i Kilianem na Teneryfę. W drodze odwiedza nas  Afgan to niesamowite jak od około czterech lat nasze drogi w jakiś tajemniczy sposób wciąż się krzyżują. Pojawił się rownież pomysł odwiedzenia Tamery  (jest to liczna więc dość zorganizowana grupa ,dysponująca szeroką gamą  wiedzy w zakresie samowystarczającego życia) jednak akurat w tym czasie nie przyjmują nikogo nowego.Zapoznaliśmy się z artykułem opisującym ich podejście do tematu "Wolnej Miłości" ,który członkowie Tamery próbują zgłębić. Muszę przyznać iż wiedza tam zawarta wniosła nowe światełko  w mój zwiazek z Tomkiem,poczułam iż odnalazłam brakujący element układanki.
  Postanawiamy  ruszyć bezpośrednio na przystanek" końcowy  czyli okolice Tabua ..Johanes i Daniela, pod ich skrzydłami zostawiamy Żółwika. Całą grupą jedziemy do Porto by tu oddzielnie ruszyć na nowe przygody. Powiadomiliśmy naszych przyjaciół o planach więc kiedy wylądowaliśmy na Teneryfie  Ralf z Mazi ,Kasia i Piotr byli już  tu od kilku dni ,nie udało nam się z nimi jednak skontaktować. Po wielu godzinach spędzonych na lotniskach (odwołali nasz lot a przesiadka okazała się czasowo niezbyt dopasowana do naszych możliwości )decydujemy się na noc w hostelu. Stawiam czoła moim strachom które od kilku lat paraliżują w krytycznych (dla mnie!)momentach moje ciało. Wiara we własne przeczucia, intuicję okazuje się lekarstwem więc postanawiam się jej trzymać podczas tej podróży. Prowadzi ona nas bezpośrednio na La Palmę i przez wielu cudnych  siostrzyczek i braciszków, uroczych miejsc ku eksplozji radości Rene,Magali i Nila bratnie dusze z Katalonii ,których mieliśmy okazję poznać w Ekwadorze (opiekowali się posiadłością na przeciwległej górze do naszej) na krótko przed ich powrotem do Hiszpanii. Tam gdzie mieszkają na wietrznej północy wyspy podczas spaceru odnajduję stary kamienny dom otulony dookoła kwitnącymi drzewami migdałowymi i ...........(kwiaty),   miejsce w którym po Ekwadorze znów zabiło mocniej moje serduszko,miejsce które dzień pózniej zaproponowali mi Rene i Magali jako możliwą opcję do zamieszkania. Właściciel godzi się , jakże mógłby oprzeć  się argumentom Magali ? Jakieś 15 minut spaceru dzieli nas od czterech (jak na razie) cudownych rodzin z dziećmi w różnym wieku. Trudno było zaakceptoać fakt iż woda na wyspie płynie rurami, duże zmieniaja się w mniejsze i wiją się niczym tysiące węży wypełzających ze skalnych zbiorników. Podczas tych kilku lat podróży doświadczyłam sama jak coraz trudniej o czystą nie zanieczyszczoną żadnymi chemikaliami wodę .Dziwnym jest uczucie nie posiadania w okolicy rzeki,jeziora , strumyków (stało się tak poprzez uwięzienie wody owych rurach) ale z drugiej strony mamy wodę której nikt po drodze nie zdewastuje...? Zostałam na La Palmie prawie dwa miesiące. W czasie kiedy Tomek ,Guma i Bumi przyjechali na dwa tygodnie Kilian wyruszał na swą samotną podróż do Angli a póżniej prawdopodobnie do Indii.  Gdy Kambo team wyruszył na turne Niemcy-Holandia-Polska, Ja zostałam z Elfikiem ponad tydzień  by po czasie dołączyć do reszty w Kraju. Był to okres odkrywałania siebie na nowo, wzmacniając tą dziką kobietę, która wciąż się ukrywa za etykietką "Matki Polki"czyli zadowolić wszystkich dookoła  oprócz siebie ,mamą taką zostałam długo przed narodzinami  mojego brzdąca w wieku kiedy jeszcze sama byłam dzieckiem.Teraz uczymy się od siebie ale to czasami za mało i w takich momentach jak ten kiedy zjawiłam się w Polsce spotykam wiele silnych i kreatywnych  matek, dziela one te same  doświadczenia.Dzięki jednej z nich w moje ręce trafiają książki, które pomagają zrozumieć świat w jakim porusza się Elfik, jak mogę pomóc jemu i mnie nauczyć się bezwarunkowej miłośc,nadrabiamy zaległościi.Polecam i  o dziwo nie istotne czy jesteście rodzicami czy nie!!!!!...A.Kohn"Wychowanie bez nagród i kar",J.Jull"Agresja nowe tabu" i "nie z miłości".
Droga"powrotna"
     Trudno mi odnależć moment w którym się troszeczkę z Tomkiem zapędziliśmy?Tak jakbyśmy przez chwilę żyli dla misji :kupno auta (na cele powiększającej się osady,targ  raz w tygodniu w miejscowości 20 kilometrów dalej ),załadowanie starych i nowych gratów i ....dotarcie na La Palmę!!Podjęliśmy decyzje...zeszło nam się,szkoda iż przed nami na wyspę dotarły cudowne duszyczki, które chciały dzielić z nami radość i magię  miejsca do którego wciąż jesteśmy w drodze  a właściwie teraz płyniemy .Dostajemy to czego potrzebujemy.....oj jak fascynujące są wybory, w jednym momencie wali  się mur na głowę by za chwilę ukazać Ci, że to tylko pyłek.Tak bolało a teraz ulatuje .Gdzie jest Kamienny Dom wokól którego latają  ptaki..... i kwitną migdały?To inna rzeczywistość .Teraz ganiam się z Elfikiem na pokładzie promu

.I CO SIĘ DZIWISZ???
Zdjecia już wkrótce. 

Tuesday, January 13, 2015

Find your guide inside you, Szukaj swojego przewodnika w sobie.

Welcome family, I am writing, sitting on the edge of a cliff with the view to wild waves of Atlantic Ocean on the coast of Portugal. We are having quite a intense time, after the article in the newspaper the snowball of events is rolling down the hill. I am a bit puzzled, two main polish  TV stations are asking us to give an interview, there is a lot of interest from all over the world and I am not even sure why and what to do with it. All we actually want is a simple life and I am always saying that the first thing to do, to start changing your life is to throw out the Television, funny?
We had some amazing days lately, two days ago a European Barn owl fell  dead from the sky next to our caravan parked on the parking of a shopping mall. We know owls are a powerful messengers telling us that it is time to watch and listen, stay aware and focused, the same evening I almost hit a fox crossing our road and we also know foxes tell you that the solution for what we are struggling with, is just in front of our eyes, this great Indian knowledge about the power of animal spirts is guiding me to understand that a completion of our work is ready to bring fruits and manifest, but how big is a plan of the universe and what is our part in it , I trust in life and know that just staying in present moment and out of fear is enough. The big shadow of unknown is exciting.
People ask me (polish saying) where comes  this idea  to life like that, I cannot imagine I could plan anything out of  what happened and is happening to us, we decided to get out of fear of not knowing what will tomorrow bring. Many of us collect money, cling to a home, partner, possessions, insurance of insurance because it gives us a feeling of security, from my experience it is filing up a hole inside of us, which never could be filled like that.  Out of the fear that we are not good enough to cope with challenges of adventures which are calling us in our dreams. Avoiding this voice can eventually bring us to place when we fell we are just surviving, avoiding life. Society we live in is not helping, ( check some of the comments under the article http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,96856,17191167,Zycie_w_Amazonii__Dzungla_jak_supersam.html.) hahaha amazing. Quicker you will surrender to that voice sooner a great relief will come, Iam not saying it is going to get easier but for sure more interesting.  As we grow we get more difficult lessons, we never get more then we can handle. But the great freedom comes of being on your path and knowing it, it requires switching from thinking to feeling what to do next, where to go, what to eat etc... My compass is what excites me the most and choosing it. There is only one voice there, if you stay focused enough you will hear it, all of us has a moment when they know exactly what to do and then the mind starts but how?, where do I get money for it?, what others will say?, Our minds are great but only when serving us. I will write a little bit more in the next blogs about different steps which helped me to be closer and closer to that freedom.  My advice for now is to make a list of needs and wants in your life. Most of you will notice that most of your  time they spend on fulfilling wants, then check who sold you an idea to want it and which hole you are trying to fill in, good luck.  Love and light to my dear family .Tomasz






Monday, December 22, 2014

W trasie za Słońcem , Following the Sun

 Polska, ten niesamowity kraj zrobił na mnie niesamowite wrażenie jednak zima depcze nam po piętach.Pogoń za słońcem to próby przemierzenia w szybkim tempie zimowych przesrzeni.Po zwiedzeniu  Frajburga w Niemczech na parkingu przy autostradzie mielismy okazje spotkać się z moim bratem Zbyszkiem , który akurat był w drodze ze Słowacji (gdzie obecnie mieszka jego żona Zuzanna z córeczką Emmą) do Holandii(gdzie jeszcze pracuje).Następnym przystankiem na mapie Francja..CHambery tu odwiedziliśmy naszego przyjaciela Kamila i jego piękną towarzyszkę Marion.Oni wskazali nam drogę do gorących zródeł ,magiczne miejsce do którego ścieżka prowadziła przez tory pod wysokim napięciem - muszę przyznać iż dawno nie miałam okazji doświadczyć takiego wzrostu adrenaliny w moim ciele. Przemierzając góry pokryte gajami oliwnymi, cytrusami, karobem i wybrzerzami zarośniętymi willami,luksusowymi osiedlami i polami kempingowymi docieramy do Sun Seed.To Pustynny projekt a właściwie oaza na bezdrożach a to za sprawą sieci wodnych korytaży  sprzed setek lat ciągnących sie kilometrami i nawadniając ogrody.tutaj zostajemy poinformowani o wplywie rozpowszechniających sie plantacji oliwek na zasoby wody .Przy kazdej okazji na wi-fi poszukujemy nowych nowych wskazowek i od miejsca do miejsca docieramy do Orgivy. Jest to istny Rzym dla niezaleznych ,alternatywnych zgrupowan.Energia tego miejsca jest kosmiczna,wokol roi sie od mniejszych i wiekszych „wioseczek” Beneficio jest jedną z najwiekszych i najstarszych i tu zaczynamy naszą przygode.Nie udalo nam sie dotrzec do buddyjskiej swiątyni ale uczestniczylismy w wieczornych mantrach  u Sufich,odwiedzilismy szkole Woldorf i doswiadczylismy zasad jej dzialania ,”Cigarones” i polozne upodnóza gor budujace dom z kamiennym basenem do odbierania porodow w wodzie.Zorganizowalismy kilka ceremoni,jeden z jej uczestnikow w zamian zaoferowal sie pomoc nam z autem. Czekajac na naprawe „zolwika” w” el Morion”(jednym z okolicznych zgropown)zaopatrujemy sie w Orgivi w zdrowa zywnosc na markcie i w organicznych sklepikach w „Barace”restauracji w marokanskim stylu podlaczamy sie do sieci (nie tylko intrnetowej ale i spolecznej) ,niektorzy z nas biorą udzial w Sad Sang  odbywajacych sie prawie codziennie z roznymi przewodnikami duchowymi . Leftheri ma tu cale grono wspoltowarzyszy do zabawy ,wieczor przed przesileniem dzieci robia lampiony i gdy slonce chowa sie za horyzontem spacerujemy spiewajac  odwiedzajac jurty w okolicy ,robimy ognisko i zajadamy sie ciastami przygotowanymi przez mamusie z daktylami i figami zamiast cukru.Obserwujac czuje prawdziwie rodzinna ciepla atmosfere mimo iz my wyjezdzamy nastepnego dnia a dwie inne rodziny za jakies dwa tygodnie do Maroka.Krajobraz jest tu uslany kamperami i karawanami ,czesc z nich to tymczasowi czlonkowie zgrupowan a reszta zapuscila tu korzenie zmieniajac swoje wechikuly w sypialnie,szafy,skladziki,warsztaty pracy.Dla mnie widok wrakow to mroczny wizerunek.Poznalam wielu cudnych ludzi ,tych ktorzy sie tu odnalezli po dlugich wedrowkach i tych ktorzy dalej sa w drodze a to miejsce laczy dodaje inspiracji. Dosyc tu gesto a ceny ziemi z uwagi na liczebnosc obcokrajowcow dosc wygorowane. Dlatego cos w naz podpowiada by ruszyc dalej. Ciekawi nas też  La Palma  na wyspach kanaryjskich i...co wy na stworzenie "Rodzinnego kregu” na wyspie urodzajnej w banany,mango,papaje,daktyle i to wciaz w Europie? Bedac swiadomym swego ciala i potrzeb to ludzie sa najwazniejsi a nie miejsce ale... .
„Woda Moim Cialem
Ziemia Moja Krwia
Powietrze Mym Oddechem
Ogien Sila Ma”
Owy Ogien coraz mocniej plonie w moim sercu
                   Plomien ufnosci do zycia,kreatywnego dzialania,laczenia w harmonijna calosc tych swiatelek po drodze ,drogowskazow niczym puzle rozsypanych po wszechswiecie mego Istnienia i tworzy sie Jednosc,ognista Kula.Lekcje bezwarunkowej Milosci.Kocham moje zycie,mam chwile zwatpienia gdy uciekam od Tu i Teraz.Doswiadczam Bycia w Pelni Kobieta,Siostra,Matka,Zona,Jestem Dusza,ktora dzieki tym doswiadczeniom Rozkwita.
Kazdy dzien jest wyzwaniem nie ma sie gdzie schowac na tak malej przestrzeni wiec kazdy z nas doswiadcza tego iz predzej czy pozniej musi skonfrontowac to co go trawi inaczej strawi go wlasny zoladek.Wiem , ze to dziwnie zabrzmi ale moge smialo porownac nasza podroz do Vipasany....(gdzie przez 10 dni codziennie medytujesz w milczeniu )jak Guma przyznal jeden nasz dzien to jak miesiac zycia w miescie tyle lekcji i nie jest to zawsze lekkie to okrywanie Siebie.Im blizej tego prawdziwego Wnetrza tym blizej Miejsca, ktorego Poszukujemy.
Milosci Kochani
.Radosnych Narodzin Waszych Wewnetrznych Przestrzeni!!!